Przejdź do treści
Strona główna » Gagatkowa wyprawa rowerowa trasą R10, Świnoujście – Hel

Gagatkowa wyprawa rowerowa trasą R10, Świnoujście – Hel

Trasę R10 (chyba najsłynniejszą w Polsce) już od jakiegoś czasu mieliśmy na „celowniku” Początkowo planowaliśmy jazdę w maju, tak żeby ominąć tłumy turystów i zobaczyć wiosnę nad morzem. Niestety bardzo niekorzystne warunki w maju (temperatury w okolicach 6 stopni) zmusiły nas, żeby przełożyć termin. Musieliśmy odwołać już wcześniej wykupione bilety PKP. W planach mieliśmy właśnie podróż z Krakowa do Świnoujścia pociągiem z rowerami i bagażami i powrót z Gdyni do Krakowa. Kolejny termin, licząc na lepszą pogodę zaplanowaliśmy w połowie czerwca. Część wyprawy była wpleciona w długi weekend Bożego Ciała (było to widać w większych miejscowościach). Z noclegiem nie mieliśmy większych problemów ponieważ wszystko zamawialiśmy z dnia na dzień (a częściej w dniu przyjazdu do danego miejsca) Pomocny w tym zakresie okazał się Booking.

Do Świnoujścia przetransportowaliśmy się wyruszając z Krakowa wcześnie rano (PKP intercity). Podróż koleją to naprawdę świetna sprawa, ja osobiście uwielbiam ponieważ nie martwię się o drogę jako kierowca plus dla dzieci, to świetna sprawa bo młode nóżki mogą rozprostować kiedy chcą 😊Troszkę pozwiedzaliśmy miasto a następnie udaliśmy się na nocleg, żeby następnego dnia spakować się rozpocząć naszą podróż 😊

Dzień 1. naszej wyprawy rowerowej szlakiem R10 czyli trasą wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku

– 1. Świnoujście – Niechorze, 75km. Ruszyliśmy z granicy polsko-niemieckiej – spod symbolicznej „klamry” czyli punktu stworzonego jako miejsce integracji społeczności polskiej i niemieckiej. Jeździ tędy mnóstwo kolarzy, sakwiarzy, wyprawowców z obu krajów i podobno w sezonie letnim dopchać się do zdjęcia pod „klamrą” jest wyjątkowo trudno, ale szczerze, w tym tłumie rowerzystów poczuliśmy się wyjątkowo dobrze – fajnie być częścią tego zwariowanego świata rowerzystów podróżników. W Świnoujściu spodobała nam się nowoczesna promenada oraz przeprawa promowa przez rzekę.

Pierwsze 25 km po wyjeździe ze Świnoujścia to jazda szutrami, trochę piaskami – jak na wózek i ciężkie sakwy to trudny teren. Od Międzyzdrojów do Niechorza już fajne tereny do jazdy – asfalty, płaska kosteczka, promenada nadmorska, utwardzone szutry Zachwyciły nas piękne zielone lasy nadmorskie, krajobrazy wybrzeża morskiego, Woliński Park Narodowy. Był oczywiście czas na lody, zabawę na piasku oraz zwiedzanie Zagrody Żubrów… 😊

Co tu dużo pisać – fotki oddają klimat

Dzień 2. naszej wyprawy rowerowej szlakiem R10 czyli trasą wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku

Niechorze – Ustronie Morskie, 57km. Ruszyliśmy spod latarni morskiej, bo postanowiliśmy przy okazji tej podróży zwiedzić – ile się da – latarni morskich na polskim wybrzeżu. Zakupiliśmy dzieciakom paszporty miłośników latarni BLIZA i będą zbierać pieczątki Miko jest zachwycony tym pomysłem, Marietka z kolei lubi robić to co brat, więc oboje dziarsko wspinali się po schodach na wysokość 37m podestu widokowego w Latarnia Morska w Niechorzu (cała latarnia ma 45m) Pierwsze 25 km trasy to piękne lasy i cudowna autostrada szutrowa

Kolejno Mrzeżyno i Dźwirzyno to super klimatyczne miasteczka, a w tym drugim zjedliśmy przepyszną rybkę z pieca w mini porcie, gdzie jest kilka smażalni obok siebie

Kołobrzeg to ogromne miasto i duży ruch turystyczny. Oczywiście zaliczyliśmy latarnię morską z pięknym widokiem na miasto i morze. Przy molo kupiliśmy gofry i kawkę na wynos i siedliśmy na plaży żeby nacieszyć się szumem fal, morską bryzą, skrzeczeniem mew oraz śmiechem i piskami naszych dzieci Tu zrobiliśmy z 2 godzinki przerwy na odpoczynek

Od Kołobrzegu do Ustronia wieczorową porą jechaliśmy już prawie pustą R10 (w dzień jest tu argamedon bo jechaliśmy tędy przy okazji wakacji w 2022 i co nieco wiemy o tłoku i plażowiczach na ścieżce rowerowej ) Ale sama ścieżka jest piękna, biegnie głównie przy morzu i pełno jest pięknych widoków na wybrzeże

Dzień 3. naszej wyprawy rowerowej szlakiem R10 czyli trasą wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku

Ustronie Morskie – Dąbki, 57km. Boże Ciało, poranna msza i ruszyliśmy koło południa. Ruch na ścieżce rowerowej ogromny a szczególnie w miejscowości Sarbinowo i Mielno. Długi weekend przyciągnął mnóstwo turystów, którzy poczuli wakacyjny klimat i ich leniwe spacerowanie po ścieżce rowerowej było wyjątkowo uciążliwe. Sama trasa jest piękna na tym odcinku ponieważ często biegnie przy morzu.

W Mielnie nie jemy zupy i nie pijemy piwa tylko kierujemy się do m. Łazy i tam robimy przerwę w małej przytulnej włoskiej pizzeri. Trasa do Dąbek omija jezioro i prowadzi urokliwymi ścieżkami. W Dąbkach mieliśmy fajny nocleg z super placem zabaw i basenem wewnętrznym – dzieci nie chciały wyjeżdżać 🙂

Dzień 4. naszej wyprawy rowerowej szlakiem R10 czyli trasą wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku

Dąbki – Ustka, 63km.

Dzień pod znakiem latarni. Udaje się zwiedzić aż 3: Darłowo, Jarosławiec, Ustka. Do Darłowa dotarliśmy dość szybko a ścieżka spod latarni do Jarosławca jest bardzo urokliwa – z jednej strony morze a z drugiej jezioro. Ale jest też trudna bo pomiędzy wąskimi płytami i poza nimi jest głęboki piasek, więc trzeba uważać. Widzieliśmy Pana którego piaski „wciągnęły” i zaliczył bliższy kontakt z ziemią. Po płytach był bardzo przyjemny odcinek asfaltu wśród sosen i lasku nadbrzeżnego – uwielbiamy te widoki morza spomiędzy drzew. No i zapach sosnowy zmieszany z morską bryzą… W Jarosławcu zrobiliśmy sobie przerwę na lody, kawę, plażowanie i obiad, także na plaży, bo dzieci oczywiście nigdy nie chcą z plaży schodzić. Do Ustki ścieżka R10 przecina przepięknie pola gdzie górują wiatraki. Takie miejscowości jak Jezierzany, Łącko, Marszewo i Zaleskie warto zapamiętać. W Ustce na 15 min przed zamknięciem zwiedziliśmy ostatnią tego dnia latarnię.

Dzień 5. naszej wyprawy rowerowej szlakiem R10 czyli trasą wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku

Ustka – Łeba, 80km.

Bardzo ładna widokowo trasa. Było dużo szutrów i płyt, a lekkie pagórki sprawiały, że krajobraz falował a przez to dużo otwartych przestrzeni pokazywało wspaniałe widoki.

W Rowach zrobiliśmy sobie przerwę kawową a po przejechaniu około 2 km wokół jeziora Gardno ostrzegł nas rowerzysta: „Lepiej zawróćcie z tym wózkiem i ciężkimi sakwami”. Powiedział że kolejne 15 km prowadzi uciążliwymi płytami. Wróciliśmy się i zmieniliśmy trasę przez Słowiński Park Narodowy. Grupę sakwiarzy, która nas mijała na odwrocie spotkaliśmy drugi raz za jeziorem i zdziwieni zapytali jak zdąrzyliśmy wrócić 15min do Rowów i być przed nimi – i potwierdzili uciążliwe płyty na tym odcinku. Drugą zmianę trasy zrobiliśmy przed Klukami – oczywiście czytaliśmy o słynnych bagnach klukowskich ale dobitnie odradzali nam to inni kolarze widząc nas z przyczepką. Ponoć ten odcinek jest krótki ale kładka która biegnie jest wąska a ziemia grząska i nie jedni lądowali tam cali w błocie… Zrezygnowaliśmy przez to z latarni morskiej Czołpino i skansenu w Klukach, w którym byliśmy – uwaga – 18 lat temu, wtedy bardzo nam się podobał. Nastawiliśmy się na dotarcie do Łeby, czyli trasa tego dnia była wyjątkowo długa.

Za Smołdzinem do Łeby szlak R10 jest piękny. Ogólnie jak dotąd cała trasa jest rewelacyjna!

A odkąd przyczepiliśmy do sakwy napis „Świnoujście – Hel” dostajemy tak mnóstwo pozytywnych komentarzy na trasie, o dzieci, o przyczepkę, dużo samych kolarzy nas zagaduje, rozmawiamy, jest bardzo miło. Bo o ile rowerzystów jest mnóstwo, choć nie odczuwa się tego natężenia na trasie to takich rodzin jak my z dzieciakami w przyczepce jest bardzo mało….

Dzień przerwy . naszej wyprawy rowerowej szlakiem R10 czyli trasą wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku

Łeba – Wydmy Słowińskiego Parku Narodowego, 20km.

Tzw Rest day oprócz tego, że robimy dużo odpoczynków codziennie dla siebie i dla dzieci to tego dnia postanowiliśmy odpocząć kompletnie i odwiedzić wydmy, na których byliśmy ostatnio 18 lat temu

Dzień wcześniej zrezygnowaliśmy z Kluk i larni, właśnie na rzecz tej ogromnej „piaskownicy” – jak tłumaczyliśmy dzieciom

Trasa łatwa bez ruchu samochodów. Na rowerach dojedziecie na sam koniec pod parking. Pieszo to jest około 7 km. Jeżdżą też meleksy (nie pamiętam ceny)

My osobiście polecamy rower

Same wydmy – cud natury ja nie mogłem przestać robić zdjęć

Dzieci oszalały ze szczęścia, nawet im piasek w oczach i ustach nie przeszkadzał

Zobaczcie sami

Na powrocie zjedliśmy pyszna rybę w porcie w smażalni i kupiliśmy świeżo wędzonego dorsza „u Mieci”

Dzień 6. naszej wyprawy rowerowej szlakiem R10 czyli trasą wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku

Łeba – Władysławowo, 70km.

Jeżeli ktoś lubi szutry i lasy to ten etap jest dla niego hehe. Pierwsze 50 km to jazda praktycznie poza drogami asfaltowymi. Jakość szutrów różna, ale jak na nasze ciężkie sakwy i wózek to znośnie. Piękne krajobrazy w nadmorskich lasach. Można sobie spokojnie zapisać takie miejscowości jak Białogóra, ujście Piaśnicy do morza, Dębki. W Karwi trafiamy od razy po wyjeździe z szutrów na super jedzonko, najadamy się i idziemy na plażę.

Chcieliśmy zdążyć na Rozewie do latarni, ale niestety deszcz na trasie nas opóźnił i niestety zabrakło nam 5 min żeby zdążyć, cóż, trzeba wrócić tu za rok. Do Władka dojechaliśmy już po burzy.

Dzień 7. naszej wyprawy rowerowej szlakiem R10 czyli trasą wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku

Władysławowo – Hel, 40 km

To był już ostatni dzień naszej podróży wzdłuż polskiego wybrzeża. Na Hel to trasa nam dobrze znana, w sezonie lub przy ładnej pogodzie trudno tu przejechać. Na szczęście tego dnia prognozy były różne, my dopiero wyruszyliśmy koło 13:00 i mieliśmy ogromne szczęście do lekki deszcz dopiero nas na Helu dopadł ruch tego dnia zerowy. Głównie przy trasie widzieliśmy windserferów bo naprawdę było wietrznie. Na Helu obowiązkowym punktem była latarnia morska oraz dotarliśmy pod napis „początek Polski”

Przez 7 dni przejechaliśmy około 450 km, zwiedzając przepiękne miasta i miasteczka na naszym wybrzeżu, dzikie oraz zatłoczone plaże 😊