Przejdź do treści
Strona główna » Gagatkowa wyprawa rowerowa nad morze – Miechów (k. Krakowa) =>Jantar.

Gagatkowa wyprawa rowerowa nad morze – Miechów (k. Krakowa) =>Jantar.

Artykuł tekstowo może być dość długi i wyczerpujący więc kto nie chce czytać nie musi, zdjęcia oddadzą bardzo dobrze klimat 😊 a zdjęć będzie dużo. Wyprawę podsumowaliśmy już na naszym koncie facebookowym, ale zapraszamy do czytania całości. W pierwszej kolejności to dziękujemy Wam za tak liczne reakcje i miłe słowa, jakie od Was otrzymaliśmy w trakcie wyprawy i po niej. Dostaliśmy mnóstwo pytań na temat organizacji naszych wakacji. Śmiejemy się bo zawsze na wstępie padało to samo pytanie: „jak to zrobiliście, że dzieci wytrzymały taką podróż?”

W opisie znajdziecie wątki o trasie, przygotowaniach, bagażach, sprzęcie, dogadywaniu się z dziećmi oraz dużo pozytywnego wakacyjnego flow 😊. Poniżej opis trasy każdego dnia z ładną porcją zdjęć 😊

Naszą podróż rozpoczęliśmy niedaleko domu (w Miechowie), tam zostawiliśmy samochód, ponieważ bilet powrotny PKP mieliśmy kupiony już miesiąc wcześniej na trasie Gdańsk – Miechów. Bilet był kupiony trochę „na zaś”, bo nie wiedzieliśmy czy w ogóle pojedziemy a z miejscówkami na rowery jest ciężko w PKP. Tym co wracaliśmy (był to nowy skład IC) jest tylko 6 miejsc na rowery, powtarzam 6!!!!! na cały ogromny skład.

Całą podróż podzieliłem na kilka odcinków i miała ona zająć 10 dni jazdy na rowerze. Dzienne dystanse w przedziale 50 – 70 km, żeby na spokojnie mieć na to cały dzień. Trasę „narysowałem” w bardzo przyjaznej aplikacji RidewithGPS a poprowadzona była jak najmniej uczęszczanymi drogami. Omijaliśmy kompletnie drogi krajowe (priorytet) oraz drogi wojewódzkie (nimi może na całej trasie jechaliśmy z 5 km). W dwóch przypadkach lokalni mieszkańcy zmienili nam trasę jeszcze bardziej kierując nas na boczne drogi z ładnymi asfaltami a raz zmieniliśmy sami trasę ze względu na zmianę miejsca noclegowego. Ogólnie ujmując, byliśmy elastyczni: na pogodę, dzieci, samopoczucie, sugestie lokalsów, miejsca noclegowe.

Poniżej krótki opis naszej trasy:

Dzień 1 Miechów – Włoszczowa, 72 km, przez piękne sielskie drogi województwa świętokrzyskiego.

Było tak jak zapamiętaliśmy te tereny 6 lat temu – spokojnie i sielsko, urokliwe wioseczki przeplatające się z otwartymi krajobrazami pól (choć już po żniwach) oraz dużo orzeźwiających i pachnących lasów… Dzieciaki po pierwszym dniu zadowolone, było dużo spania w przyczepce, przerw na zabawę i smakołyki, upał doskwierał cały dzień

Dzień 2 Włoszczowa – Włodzimierzów, 83 km.

Rowerowy dzień spędziliśmy na dalszym podziwianiu pięknych lasów (ale w świętokrzyskim jest cudownie zielono ❤️) i pejzażów wzdłuż Pilicy (a plaża nad Pilicą zrobiła szał!), wizycie na świetnym kąpielisku miejskim w Przedborzu (dzieci muszą mieć atrakcje, a kąpiele w wodzie uwielbiają, ciężko było stamtąd odjechać 😉), jedzeniu lodów (przepyszne waniliowe u Doroty w Przedborzu 😋), zabawy z dziećmi na placu zabaw, meandrowaniu pomiędzy chmurami burzowymi (niezawodne Windy) 😁

Pogadaliśmy sobie też z ludźmi na trasie, dużo tu rowerzystów, do sklepu na wsi nikt nie jedzie autem👌

Tego dnia trasa długa ale bardzo przyjemna, w większości poprowadzona lasami. Cień lasów nas przyjemnie chłodził, a ich zieleń pozytywnie nastrajała. Dzieci też zadowolone, przyczepka rewelacyjnie usypia a w razie „w” czekały ulubione przekąski i Psi Patrol na tablecie 🤣(jeszcze nie musieliśmy go włączać) 😉

Dzień 3 Włodzimierzów – Brzeziny, 68 km

Pyszne śniadanie i w drogę. W niedziele dla nas ważne są dwie sprawy: modlitwa na Mszy Świętej oraz mniej poważna rzecz – rosół 🙂. Status quo zachowany 😁Trasa: do pięknego Ujazdu jechaliśmy przez Sulejowski Park Krajobrazowy – pięknie 🫠😁 Od Ujazdu do Brzezin łódzka nuda, czyli tak sobie wg nas a przy okazji pierwszy raz deszczyk na trasie nas złapał 😊

Dzień 4 Brzeziny – Łowicz, 50 km

Pojawiło się oczekiwane ochłodzenie bo około 22 stopnie C max🙂, ale spore zagrożenie deszczem i burzami🫣 Połowa trasy wiodła Parkiem Krajobrazowym Wzniesień Łódzkich, malownicze tereny 🙂przed Łowiczem dało się odczuć kolorowy klimat regionu (kapliczki przystrojone, część domów mocno okwiecona, nawet obramówki tablic rejestracyjnych w stylu folk) 👌 Tego dnia intensywnie obserwowałem aplikacje pogodową „Windy” ponieważ przez środkową Polskę przetaczały się mega burze na szczęście nas omijając. Szczęście skończyło się na 4 km do celu, gdzie przyszła 20 sto minutowa ulewa a nas dopadło w lesie 😐dzieci i wózek miały osłonę a my kompletnie mokrzy dotarliśmy do hotelu 🙂 Ładny ten Łowicz 😁

Dzień 5 Łowicz – Jordanów 63 km

Opuściliśmy piękny aczkolwiek pochmurny Łowicz, niestety warunki atmosferyczne nie pozwoliły nam zwiedzić Parku Romantycznego w Arkadii ani Skansenu Ziemi Łowickiej 😐😭bo pogoda w tym rejonie była niepewna. Trzeba było jechać dalej. A dalej było już duuuużo lepiej i przede wszystkim pogoda była stabilna. Dzisiaj było dużo wiatru (40km w twarz, ech😒), zabawy z dziećmi, piękne sady z owocami, super ścieżki przy Wiśle i ekstra skansen w Wiączeminie Polskim z historią tutejszych terenów 😁👌 W międzyczasie tradycyjnie plac zabaw i przerwa kawowa 🙂 Poranek rześki i do popołudnia odpoczęliśmy od słońca 😅 ostatnie kilometry jechaliśmy już w słońcu.

Dzień 6 Jordanów – Sierpc, 45 km

Niestety tego dnia mieliśmy pogodowy armagedon 💨💦i lekki kryzys przez to. Udało się wystartować dość wcześnie i po 10tym km dotrzeć do centrum Płocka, tam pyszne drugie śniadanie i kawa a dzieciaki duże kakao z bitą śmietaną, na Starym Mieście 😁👌 Obserwowałem cały czas radar pogodowy i zapowiadało się fatalnie. Podjęliśmy decyzję, że jedziemy kawałek dalej, żeby schronić się w remizie strażackiej JRG 1 w Płocku 🙂🚒Zostaliśmy bardzo serdecznie przyjęci a ciepły domowy rosół i dużo miłych słów było dla nas ukojeniem w nadszarpniętym nieoczekiwaną zmianą planów optymizmie.

Dziękujemy Wam za pomoc 🤝❤️🫡

W sumie, w Płocku zrobiliśmy 6 godzin przerwy i czekaliśmy aż przejdą burze i deszcz. Ruszyliśmy przed godziną 16 tą, po drodze zaskoczył nas niesamowity widok na Orlen 🤯i huraganowy wiatr w twarz. Do Sierpca kilometry bardzo wolno ubywały, a po drodze zostaliśmy delikatnie skropieni 💦😅ale meta tego dnia była już w słońcu 😁

Dzień 7 Sierpc – Brodnica, 70 km

Dzień wg prognoz zapowiadał się bez deszczu ale chłodny i bez słońca. Odpoczynek od upałów już trochę się przedłuża, chętnie byśmy się teraz trochę wygrzali 😁Nadal uporczywie przeszkadzał nam wiatr, przez większość trasy wiejąc w twarz 💨🤨 W Sierpcu dostaliśmy od strażaka, Pana Pawła (maratończyk i ultramaratończyk rowerowy) cenne uwagi jak ominąć główne drogi 👌😁 Po przekroczeniu kolejnej granicy województw (zawitaliśmy do kujawsko-pomorskiego) zauważyliśmy od razu dużą ilość:

  • pasących się krów (czasami nawet luzem bez jakiejkolkwiek zagrody czy płotu pod napięciem) 😁
  • dużo przestrzeni z łąkami, pagórkami i stojącymi na nich wiatrakami. Przez to zrobiły się piękne widoki 👌😁
  • psów biegających luzem 😅
  • smrodku od gospodarstw hodowlanych 😅😂

Tradycyjnie jechaliśmy szutrami czasami myląc trasę 😁 Dzisiejsze widoki to krajobrazy otwartych przestrzeni, wiatraków i starych upadających lub już opuszczonych gospodarstw. Sielsko ale zarazem nostalgicznie… Do Brodnicy dotarliśmy późnym popołudniem. Piękne stare miasto, super park miejski przy rzece Drwęca i ruinach Zamku Krzyżackiego. Unikalny i niespotykany w kształcie trójkąta rynek urzekł nas swoim pięknem ❤️Trójkątny rynek w Brodnicy ❤️

Dzień 8 Brodnica – Laskowice, 81 km

To co dziś było na trasie to jest SZTOS widokowy. Do tej pory najładniejszy odcinek trasy ⛰️🤯🫠🌳. Za każdą górką (a było ich dziś sporo), zakrętem czekał piękny widok 😀Zielono, malowniczo, otwarte przestrzenie, pagórki, pofalowany krajobraz, wijące się drogi obustronnie porośnięte szpalerami drzew, żurawie… Tak można określić Brodnicki Park Krajobrazowy 🤩

Mijaliśmy po drodze spokojne miasteczka i miejscowości, gdzie ludzie nigdzie się nie spieszą 😀

Nocleg mieliśmy zapewniony w hoteliku Gościniec Figlówka, urządzonego w ciekawym stylu, na totalnym odludziu 😜jak chcecie odpocząć to jest to idealne miejsce 👌🫶

Dzień 9 Laskowice – Jantar, 88 km

OSTATNI naszej rodzinnej wyprawy rowerowej pod oficjalną już nazwą 😜„Kraków – Bałtyk Bike UltraTour 2024” 👌

Najdłuższy dystans dzienny i czasowy na wyprawie. Co to był za dzień, pełen emocji i wzruszeń, bo właśnie poczuliśmy, że nasza wspólna przygoda powoli dobiega do końca… 😁Dziś zagrała pogoda, piękne 🌞i nawet wiatr, który rzadko kiedy w tym obszarze wieje od południa 🙂Ewidentnie dzisiaj nawet pogoda nam dopingowała 💪 Rano udało się szybko wszystko ogarnąć, nawet dzieci już chciały nad morze, bo Miko non stop pytał czy już dojechaliśmy hehe. Troszkę nam marudzili bo wyszło prawie 5 godzin jazdy ale użyliśmy wszystkich sposobów żeby było dobrze (opiszemy jeszcze nasze sposoby na Gagatków) 😁

Trasa do Malborka piękna, pagórkowata, na której dominowały wiatraki 🙂Naszą uwagę zwróciła również ciekawa dawna typowa architektura regionu, czyli budownictwo ceglane, mijaliśmy mnóstwo domów, wiejskich zabudowań, czy przydrożnych kapliczek wybudowanych z cegły. Po drodze zawitaliśmy na 2 godziny do Zamku Krzyżackiego w Sztumie (miecze krzyżackie dla dzieci zrobiły swoje heh). Fajny zamek na spokojne, nieprzedłużające się zwiedzanie, zdecydowanie spokojniej tu niż na zamku w Malborku, który ominęliśmy, bo na jego zwiedzanie oraz innych zabytków miasta należy przeznaczyć minimum cały dzień. Postanowiliśmy tym razem, żeby podziwiać go z drugiej strony rzeki a wrócimy do niego kolejnym razem (nawet już zrodził się pomysł na kolejny ciekawy wypad rowerowy 🙂). Od Malborka fajna trasa Żuławami, gdzie po drodze mijaliśmy piękne domy podcieniowe 😁 Zatrzymaliśmy się w Nowym Stawie, fajne miasteczko z pomorskim klimatem. Tam zjedliśmy pyszny obiad w Małe Żuławy Bistro i Restauracja – polecamy 👌🤌🙂Pełni Energi ruszyliśmy na ostatnie 30 km. W połowie regeneracyjna zimna cola i na finał do Jantaru.

Około 18:30 wpychamy rowery pod samo morze i cieszymy się razem z dziećmi 😁🤝🫶👏🤜🤛

Wyprawa rowerowa nad morze

To była piękna przygoda, która zostanie z nami na zawsze. 🫠🥰👨‍👩‍👧‍👦Cieszymy się, że szczęśliwie dotarliśmy do celu

Jak to w wakacje bywa zrobiliśmy sobie 5 dni plażowania nad Polskim Morzem. Pogoda trafiła się nam petarda i codziennie razem z dziećmi kąpaliśmy się w Bałtyku 😊

Dzień 10 Jantar – Gdańsk, 47 km

Po kilku dniach plażowania wyruszyliśmy do Gdańska. Na początek czekała nas przeprawa wodna przez Wisłę w Mikoszewie 😁Po zejściu ze statku ścieżka rowerowa do samego Westerplatte. 6 lat temu jak jechaliśmy tędy, nie było takiej infrastruktury (brawo my – Polacy) 🙂Miejscami ścieżka była tak zaprojektowana, że pozostałe jej elementy m.in. zjazdy na posesje były do niej dostosowane (czyli było gładko jak stół ). Po tylu setkach przejechanych kilometrów po ścieżkach rowerowych, moglibyśmy być doradcami w projektowaniu infrastruktury rowerowej 😜

Westerplatte – piękny widok na Gdańsk i kawał historii 🙂🫡

Popołudniu zrobiliśmy sobie 2-godzinny spacer uliczkami tego pięknego miasta ⛪️🏫. Kolejnego dnia czekał nas powrót do domu pociągiem IC ❤️

To było piękne piętnaście dni spędzonych wspólnie, pełnych przygód, emocji, śmiechu, rozmów, niezapomnianych chwil, cudownych widoków, obcowania z naturą (i wielu wielu innych określeń byśmy mogli jeszcze użyć) a wszystko to zostanie w naszych sercach❤️❤️❤️ Polecamy Wam 👌

„Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.” – Mark Twain

Pokonaliśmy w sumie:

➡️672 km⬅️

Na trasie korzystaliśmy głównie z noclegów w hotelach, motelach, agroturystykach i pokojach gościnnych w straży pożarnej 🙂

➡️➡️➡️Sprzęt

Do ostatniego dnia przed wyjazdem nie mogliśmy się zdecydować, które rowery zabrać heh. Do wyboru były 3. Dominika mogła jechać na wygodnej „szosie” lub wygodnym trekkingu. Końcem wybraliśmy trekking a ja pojechałem na MTB. Kilka osób dziwiło się czemu taki „ciężki” rower. W tej podróży nie liczyła się prędkość a wygoda jazdy. Te maszyny mieliśmy już sprawdzone po poprzednich wyprawach i maratonach rowerowych 😊MTB i Spec są bardzo wygodne i po całej trasie nie mieliśmy żadnych urazów. Waga MTB z bagażem i wózkiem z dziećmi oscylowała w okolicach 70 kg 😊 Waga Speca z bagażem oscylowała w okolicach 35 kg 😊

Ze sprzętu ubraniowego to dla nas standardem są spodenki z dobrymi wkładkami, nie ma co oszczędzać na tym bo komfort jazdy jest najważniejszy a różnicę w jakości naprawdę da się odczuć. Dodatkowo rękawiczki rowerowe i bielizna bezszwowa u Dominiki 👌

Bagaże… Pakując się na wakację mamy (ogólnie mówiąc) tendencje do zabierania dużej ilości rzeczy z domu „na zaś”. Kto tak miał, że zabrał na wakacje ubrania, które ani raz nie włożył na siebie?? bo my parę razy 🙂Przy podróży rowerowej, nasza przestrzeń na bagaże to dwie duże i sprawdzone przez nas sakwy ➡️crosso⬅️, torba na kierownicę (ta czerwona, którą miałem doczepioną na kierownicy), mikropłetwa na Meridzie, sakwa biodrowa oraz przestrzeń za przyczepką Thule. Miejsca nie było dużo.

W pierszej kolejności, parę dni przed wyjazdem przygotowywaliśmy sobie ubrania na wyjazd i układaliśmy selekcjonując: Dominika, Marcin, dzieci. Zgadnijcie kto miał najwięcej ubrań? 🙂stwierdziliśmy, że jest tego za dużo i musimy „okroić” rzeczy. Przeglądając prognozy wiedzieliśmy, że czeka nas upał z 3 dniowym ochłodzeniem w środku wyprawy. Tak też dostosowaliśmy nasze ubrania, ale najgorzej było wyczuć co zabrać dzieciom (jakoś się udało) 🙂

Odkładając kolejne ubrania do szafy stwierdziliśmy, że przecież istnieje coś takiego jak pralka (heloł 🥳). I w rzeczywistości skorzystaliśmy z tego typu luksusu 😁– jeżeli była okazja na noclegu, brudne ubrania lądowały w pralce i na drugi dzień były suche (dzieci jak to dzieci, po każdym dniu miały coś ubrudzone 🤦). O pralkę zwyczajnie pytaliśmy osób z obsługi noclegu, nie tak że mieliśmy pralkę w pokoju. Skorzystać z pralki udało nam się praktycznie każdego dnia (przedostatniej nocy nie mieliśmy dostępu). Lato było w pełni także większa część naszego bagażu to były krótkie koszulki i spodnie 🙂

Zrobiliśmy jeszcze jeden mały numer i bardzo go Wam polecamy 👌Do dużego opakowania kartonowego spakowaliśmy ubrania i zabawki na zmianę jak zajedziemy nad morze 🙂dzień przed dojazdem nad morze rodzice z domu nadali nam do paczkomatu pakunek 🙂jak szykowaliśmy się do powrotu do domu pociągiem, nadaliśmy dwie duże paczki zwrotne do domu tak, żeby nie targać tobołów ze sobą 🙂i to był strzał w 10 👌👌👌. Polecamy tak robić 🙂(nawet już znany przewoźnik przesyłek podpatrzył od nas ten pomysł i chce umożliwić przesyłki walizek za granicę 😉)

➡️➡️➡️„Jak dzieci wytrzymały tą podróż”?? to chyba najczęściej zadawane pytanie podczas i po podróży 🙂o dziwno nikt nie zapytał jak nam (rodzicom) udało się znieść (kondycyjnie i psychicznie) trasę 😉

My odpowiadamy, że bardzo dobrze 🙂kondycyjnie to tempo i ilość kilometrów była tak dostosowana, że każdego dnia udawało się super zregenerować 🙂a psychicznie jeszcze lepiej – odpoczęliśmy bardzo a dzieci zaskoczyły nas bardzo pozytywnie 🙂

Jakie mieliśmy sposoby, żeby chętnie z nami jechały w przyczepce?:

1. wyszumieć się rano przed jazdą (koło 10 – tej już same wsiadały do wózka hehe)

2. przygotowane przekąski awaryjne (boby, chrupki, musy, kabanosy, owoce… itp)

3. częste przerwy (jak widzieliśmy fajny plac zabaw lub atrakcję to stawaliśmy)

4. jak dzieci dawały znać, że trzeba stanąć to robiliśmy to 🙂

5. różnorakie zabawki (co jakiś czas kupione w pepco pierdołki były najlepszymi towarzyszami podróży)

6. jak była okazja stanąć nad jeziorem lub wodą to stawaliśmy i kąpiel

7. awaryjnie był przygotowany tablet z bajkami (użyliśmy tylko raz podczas jazdy na 40 min. – bardzo mało)

Ostatniego dnia jazdy troszkę więcej dzieciaki narzekały, ale może przez to iż wiedzieli, tego dnia dojeżdzamy nad morze. Obeznania czasowego jeszcze nie mają dużego to non stop pytały -! kiedy dojedziemy? więc tego dnia wszystkie przekąski i „asy w rękawie”poszły w ruch 🙂

Podsumowując bagaże – niczego nam nie zabrakło i żadna rzecz nie objechała wyprawy nieużyta (idealnie spakowanie) 👌

Dzieci super się sprawiły, rodzice też 🙂

Nie ma co się bać, trzeba próbować takich przygód 🚴🚴🧭🎒👶👶🌅

Zapraszamy do wypożyczalni, planujcie sobie wiosenne wypady a my Wam sprzęt udostępnimy i zawsze coś poradzimy 🙂